Vanlife – prawdziwa wolność życia

Nasza historia

Początki czyli przed Vanlife-m

Od zawsze spędzałem dużo czasu na dworze. Siedzenie przed telewizorem nie dawało mi satysfakcji. Wolałem coś tworzyć lub być gdzieś daleko – ucząc się jak radzić sobie poza domem.

W latach szkoły podstawowej często nocowaliśmy za domem w namiocie. Gdy byłem nieco starszy (15 lat) wybrałem się na kurs latania na szybowcach i tam także spędzałem całe wakacje pod namiotem. Do wyboru był także hotel aeroklubowy jednak pole namiotowe było nieco tańsze i przyjemniejsze.

Następnie pojawiło się latanie na paralotniach oraz własny samochód itd.Początkowo na wyjazdy paralotni-owe do słonecznej Itali brałem namiot gdzie mieszkałem u szczytu góry. Jednak czym częściej jeździłem na te wyjazdy tym częściej okazywało się że passat nadaje się lepiej do mieszkania niż standardowy namiot. Dlaczego ? Bo cieplej, Bo mniej mokro, Bo podłoga bardziej twarda itd.

Parapiknik Orzysz 2011

Parapiknik Orzysz 2011

Passat combi – po rozłożeniu tylnej kanapy spokojnie pomieści 2 osoby – które mają bardzo wygodne łóżko. W moim przypadku część bagażnika była przeznaczona na szpej paralotniowy a druga część przeznaczona na moje spanie. Rozwiązanie średnio wygodne ale miało swoje zalety.

Oczywiście w passacie wykonałem kilka modyfikacji ułatwiających życie tj.:

  • Dołożyłem webasto – by mieć ciepło,
  • Wymieniłem oświetlenie na LED,
  • Dodałem przycisk otwierania klapy bagażnika od środka,

 

No i gdzieś w tym miejscu poznałem Karolinę, Passat jest idealny na wypady w 1 osobę ale w dwie … już mniej. Jeśli jeszcze dodacie do tego fakt że moja ładniejsza połowa wymaga nieco więcej komfortu oraz dba nieco bardziej o higenę niż ja 🙂 Passat zostanie odtrącony.

Spontaniczna decyzja:

Decyzja o zakupie vana była….. w zasadzie nie było decyzji. któregoś dnia po prostu przeglądaliśmy takie wynalazki i kupiliśmy drugiego którego zobaczyliśmy (pierwszy okazał się kompletnym złomem).

Zdecydowaliśmy się na Transita z kilku powodów. Wady i zalety tego i innego camper-vana opiszę w innym dziale.

Z zakupem Osiołka (jak pieszczotliwie nazywamy Forda Transita Nugget westfalia) wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia.

Szczęście w nieszczęściu…

Generalnie zakup zadbanego egzemplarza to nielada wyczyn. Większość tych samochodów to trupy. Powiedzmy sobie szczerze kamper musi żyć, ktoś musi nim jeździć, dbać o niego i dawać nieco siebie aby on mógł dawać przyjemność.

No ale od początku, zniechęceni po oględzinach pierwszego transita (z takim rozkładem pomieszczeń jaki nam odpowiadał) wyszukaliśmy dużo droższą perełkę. Niby wszystko działa, git majonez. Dzwonimy i umawiamy się na niedziele. Do przejechania mamy 400km i jest sobota. W sobote przydażyły się urodziny przyjaciela (okrągła rocznica) no więc postanowienie że jedno z nas trzyma fason a drugie może nieco poszaleć.  Jako że to mój przyjaciel to wybór był niemal oczywisty.

Rozradowany z urodzin przyjaciela (w końcu goni mnie wiekiem :P) wpadłem jak mi się wydawało na genialny pomysł zakupu kieliszków wódki na metry…. . Nie wiem ile tych metrów było, ale wiem że przegrałem z przyjacielem wyścig kto dobiegnie/dopije dalej.

Niedzielny poranek, jak można się domyśleć nie należał do najprzyjemniejszych. Lepsza połówka budzi mnie z uśmiechem i pyta się czy jedziemy. Oczywiście że tak ….

Wpakowałem się na wygodne miejsce pasażera, ustawiłem nawigację i …. poszedłem spać (jak wiadomo podróż lepiej mija jak się śpi). Obudziła mnie Karolina gdzieś 200km od domu – robimy przerwę na siusiu – ok i mi przyda się przewietrzyć. Wychodzę z samochodu a Ona podaje mi portfele, mówiąc że nierozsądnie zostawiać je w samochodzie na podszybiu.

Portfele mi nieco ciążyły (wiadome pełne były gotówki przeznaczonej na zakup) więc położyłem je na dach samochodu i siadłem na krawężniku. Jako że tego dnia zmęczony byłem przeogromnie, sen dziwnie mnie morzył. Kobieta jak to kobieta – pudrować nosek musi tyle ile trzeba – więc i ja uciąłem sobie drzemkę. Zostałem obudzony 5 min później przez odświeżoną Karolinę. Szybko przemieściłem się na  fotel pasażera aby dalej odsypiać nockę.

Mój spokojny sen przerwało dziwne uczucie niepokoju. Zbudziłem się ok 150 km dalej. Nic nie mówiąc przeszukiwałem samochód. W końcu wypowiedziałem „Zatrzymaj się”.

Jak pewnie się domyślacie, portfele a wraz z nimi pieniądze (2kzł), dokumenty itd. zostały 150km za nami. Na nic zdały się telefony na stację benzynową, na nic lament i łzy. Przepadło.

Co dalej – do camperVan-a zostało nam jakieś 30km, w baku ok 1/2 paliwa, spalanie przy jeździe Karoliny to 4,5litra. Jedziemy go zobaczyć.

Na miejscu wszystko okazało się że samochód jest w dobrym stanie. Ale jak kupić auto nie mając nic przy sobie. Wypłaciliśmy część pieniędzy poprzez bankomat i telefon komórkowy (płacąc drakońską prowizję), część przelaliśmy przelewem.

Kupiliśmy pierwszego Van-a

Transit w momencie zakupu

Transit w momencie zakupu

Transit w momencie zakupu

Transit w momencie zakupu

Transit w momencie zakupu

Transit w momencie zakupu

Historię samego samochodu, o jego renowacji i usprawnianiu możecie poczytać Tu

Z punktu widzenia obecnego artykułu istotne jest że transit nie był zniszczony, był dobrze konserwowany przed rdzą oraz że w maju tego samego roku wyglądał tak :

 

W maju 2014 roku

W maju 2014 roku

W maju 2014 roku

W maju 2014 roku

W maju 2014 roku

W maju 2014 roku

Karolina i nasz Van

Karolina i nasz Van

Początkowe podróże małe i duże….

Po zakupie nastał czas naprawiania, regenerowania i przerabiania Vana tak aby odpowiadał naszym potrzebom. Na pierwszy rzut wymieniona została kuchenka gazowa, lodówka z oryginalnej (12/220V) na 12/220/GAZ. Naprawione zostało ogrzewanie postojowe, wymieniony akumulator zabudowy i rozpoczeliśmy testy naszego nowego domku.

Pierwsze wypady (w kwietniu) robiliśmy bardzo ostrożnie – zaczynaliśmy od niedalekiej łąki gdzie dosyć często latam. Ja latałem a moja luba robiła grilla – tak aby jej mężczyzna jak już wyląduje mógł napełnić brzusio – po dobrym locie :).

Pierwszy grill kwiecień 2014

Pierwszy grill kwiecień 2014

Następnie wybieraliśmy się dalej i dalej i dalej…. ale nasze wycieczki opiszemy w części blogowej, tu miał być tylko zarys historii która trwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *